Nie dajmy się zwariować – Twoje ciało wie, co jest dla Ciebie dobre
Mam ponad 50 lat, ważę 63 kg (to było wczoraj. Czułam się źle, bolał mnie brzuch, miałam wzdęcia. Dziś – poczekajcie, zaraz sprawdzę, bo wiadomo – zmiany hormonalne robią swoje 😉 . Dziś 61,4 kg. Czułam, że wczoraj było coś nie tak, czułam się pełna, boląca i niekomfortowa – ten etap, woda i nie tylko, zatrzymywały się w organizmie. Dziś tysiąc razy lepiej. Zobaczcie – to aż 1,6 kg czegoś (niech to będzie woda, choć myślę, że nie do końca tak jest), która powoduje nasz dyskomfort fizyczny i psychiczny.
Nigdy nie stosowałam diet, nigdy nie ćwiczyłam regularnie, nigdy nie podążałam za modą „jedz zdrowo, tak jak mówią”.
Jadłam… to, na co miałam ochotę.
Czasami były to fast foody – i wiecie co? W tamtym momencie były dla mnie wszystkim, czego potrzebowałam.
„Tego nie jem” – a ja jem
Kiedy słyszałam od znajomych:
– „Tego nie zjem, to niezdrowe.”
– „Byle czego nie włożę do ust.”
– „To jest fit, to musisz jeść.”
…ja po prostu brałam to, co czułam, że zaspokoi moje potrzeby.
Nie przeginałam, nie obżerałam się kompulsywnie. Po prostu sięgałam po to, co w danej chwili było dla mnie dobre.
Mam swoje ulubione potrawy. Ale to, że dziś są ulubione, wcale nie znaczy, że jutro będę mogła je przełknąć.
Zdrowe? Nie dla każdego
Ktoś powie: „Pij rano zakwas buraczany z olejem lnianym – to samo zdrowie!”
Spróbowałam. Efekt? Cały dzień borykałam się z takimi dolegliwościami, że szkoda gadać.
Czy to znaczy, że zakwas jest zły? Nie.
To znaczy, że w tamtym momencie mój organizm go nie chciał.
Innego dnia mógłby być zbawieniem – ale tylko wtedy, gdy ciało samo powie: „Teraz tego potrzebuję.”
Głód – najgorszy sygnał dla organizmu
Jestem głodna, nie mogę zjeść, więc piję wodę.
Głód znika. Ale co robi mój organizm? Włącza tryb awaryjny.
Zaczyna magazynować energię „na potem”. I odkłada tłuszcz… najczęściej na brzuchu.
To nie ma znaczenia, czy jesz mało, czy dużo.
Jeśli często dopuszczasz do głodu — uczysz organizm magazynować tłuszcz.
To instynkt przetrwania, starszy niż wszystkie modne diety razem wzięte.
Wsłuchaj się w siebie, a nie w reklamę
To, co dziś nazywamy „dbaniem o siebie”, często jest bezmyślnym powtarzaniem cudzych schematów.
Podążaniem za dietą, bo koleżanka schudła. Bo influencer mówi. Bo w telewizji pokazali.
A może czas odciąć ten szum i zapytać siebie:
- Czego naprawdę teraz potrzebuję?
- Czy to głód, czy pragnienie?
- Czy ta „zachcianka” to tak naprawdę sygnał o brakach w moim organizmie?
Bo Twoje ciało wie.
Słuchaj sygnałów, nie trendów
Każdy organizm jest inny.
To, co dla jednej osoby jest super-zdrowe, dla innej może być obciążeniem.
Tak samo jest z zachciankami.
Codzienne „mam ochotę na…” przy normalnym trybie żywieniowym, to nie fanaberie – to często brak konkretnych składników, które trzeba uzupełnić.
Pomidory przetworzone? Potas.
Czekolada? Magnez.
Sałata? Żelazo.
To nie wymysły, to naturalny język naszego ciała.
Regularność to podstawa, reszta – z serca
Tak, trzeba dostarczać kalorii i jeść regularnie, żeby organizm nie wchodził w tryb magazynowania. Ale czasami on chce czegoś więcej – i wtedy warto go posłuchać.
Bo nasze ciało jest mądrzejsze niż modne diety i przepisy z Instagrama.
Wie, co jest mu potrzebne? Wystarczy mu zaufać.
Jestem ciekawa, ilu z Was też to zauważa.
Czy słuchacie swoich organizmów?
Czy jecie według rozpisek i planów?
Podzielcie się – może stworzymy własny, zdrowy „manifest słuchania siebie” ❤️







