wolność na papierze
|

Wolność? Tak, ale tylko na papierze

Oficjalnie żyjemy w wolnym kraju.
Możesz mówić, myśleć, planować, decydować o sobie. Przynajmniej w teorii.
Bo w praktyce wolność kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się codzienne życie.

Chcesz postawić dom – nie możesz.
Chcesz wyciąć drzewo na własnej działce – nie możesz.
Chcesz ogrzać dom po swojemu – nie możesz.
Chcesz zaparkować auto pod własnym blokiem – nie możesz.

Za to zawsze możesz złożyć wniosek. Albo drugi. Albo trzeci. I czekać.

Państwo, które nie ufa obywatelom

Problem nie polega na tym, że są przepisy. Problem polega na tym, że każdy obywatel jest z góry podejrzany.
O oszustwo. O kombinowanie. O chęć obejścia systemu.

Urzędnik się nie myli.
System nie ponosi odpowiedzialności.
Ty – zawsze.

Jeśli coś zrobisz źle, choćby nieświadomie – kara.
Jeśli urzędnik zrobi błąd – „proszę się odwołać”.

Zakaz zamiast myślenia

W Polsce nie rozwiązuje się problemów.
W Polsce się zakazuje.

Nie działa? Zakaż.
Ludzie kombinują? Zakaż.
System jest dziurawy? Zakaż jeszcze bardziej.

To wygodne. Nie wymaga myślenia ani odpowiedzialności. Wystarczy kolejny regulamin, kolejna uchwała, kolejny paragraf.

Wolność wyboru, która nic nie znaczy

Możesz się odwołać.
Możesz walczyć.
Możesz pisać pisma.

Tylko że czas działa przeciwko tobie. Lata postępowań, koszty, nerwy, stres. System wie, że większość ludzi w końcu odpuści. I na tym bazuje.

A potem zdziwienie

Dlaczego ludzie nie ufają państwu?
Dlaczego kombinują?
Dlaczego omijają przepisy?

Może dlatego, że normalne życie coraz częściej wymaga łamania zasad, bo zasady nie przystają do rzeczywistości.

Na papierze jesteśmy wolni.
W praktyce jesteśmy regulaminem.

I coraz częściej pytanie nie brzmi: „czy wolno?”
Tylko: „jak bardzo mi się to nie opłaca?”


Podobne wpisy