parawaning, smażing
||

Wakacje po polsku: Parawaning, Grażyning, Smażing – przetrwaj jeśli potrafisz!

Czyli sztuka urlopu w stylu narodowym

Lato nadchodzi, a wraz z nim – bitwa o polskie morze. W tej wojnie nie ma rannych – są tylko spaleni słońcem, lekko nadgryzieni mewą i pokonani przez… własny bagaż. Bo Polak na urlop jedzie jak na survival, a Bałtyk nie wybacza błędów!


Rozdział I: Parawan – Twoja twierdza, Twoje życie

Parawaning to nie hobby. To styl bycia, walka o przetrwanie i demonstracja statusu społecznego. Im większy parawan, tym bliżej do tytułu „Plażowego Szlachcica Roku”. Najlepsi parawanowcy mają nawet własne herby na tkaninie i ukryte wejście od strony południowej.

Wyobraź sobie:
Godzina 5:38 rano. Plaża cicha, tylko mewy knują skok na kanapki. Grażyna i Janusz niczym komandosi z GROM-u przemykają przez piasek, by rozstawić parawan tam, gdzie „najbliżej do wody i do budki z goframi”. Trzecią ręką Grażyna rozkłada stolik turystyczny, czwartą parzy kawę z termosu, a piątą odpiera atak sąsiadów spod Szczecina.

Absurd?
Oczywiście! Dobre parawanowanie wymaga minimum dwóch osób, czterech nóg, sześciu rąk i instrukcji obsługi z YouTube. Przegrani lądują za wydmą, z widokiem na TOI TOI’a i biegających za piłką dzieci sąsiada.


Rozdział II: Grażyning – czy na pewno jesteś gotowy?

Każda Grażyna to królowa parawanu, cesarzowa pakowania i mistrzyni logistyki. Gdyby Polacy budowali piramidy, to właśnie Grażyny nadzorowałyby transport kamieni i dzieliły kanapki z jajkiem.

Grażyna zawsze wie, gdzie schować schabowego, żeby nie ukradły go mewy. Jej torba z napisem „Pamiątka z Łeby” waży więcej niż bagaż podręczny w Ryanairze. Ma 14 kremów z filtrem, 11 książek kucharskich, 6 opasek na włosy i dwa słoiki ogórków „tak na wszelki wypadek”. Dzieci? Rozpoznasz po śladach keczupu na kostiumie i okrzykach:
— Mamo! On mi zabrał łopatkę!
— Oddaj, bo Grażyna cię zaraz znajdzie!

Absurdy:
Grażyna potrafi ugotować zupę ogórkową na plaży – na słońcu, w miseczce po lodach. O godzinie 11:15 uruchamia domowy monitoring w smartfonie, by sprawdzić, czy rośliny w domu nie schną.
Mąż?
— Janusz, nie idź do wody, znowu zgubisz klapka!


Rozdział III: Janusz – strateg, filozof i specjalista od grillowania na wietrze

Janusz zabiera na plażę wszystko. Dosłownie wszystko: od śledzi na parawan po kabel przedłużacza, „bo nigdy nie wiadomo”. Najwięcej czasu spędza… szukając klapka lub walcząc z wiadrem pełnym wody, które miało być dla dzieci, ale stało się domem dla trzech meduz i kawałka gofra.

Na pytanie, co wziąć na urlop, odpowiada:
— Wszystko! Może być potrzebne!

Największy absurd?
Janusz próbuje grillować parówkę przy 4 w skali Beauforta, zakopując grilla w piachu i tłumacząc dzieciom, że to „tradycja”. A potem przez trzy dni plaża pachnie kiełbasą z popiołem.


Rozdział IV: Smażing – polska opalenizna, czyli czerwony to nowy brąz

Polski smażing to stan ducha. Krem z filtrem nakładamy… po fakcie. Bo przecież „słońce nie takie mocne”, a wiatr wieje, więc nie grzeje! Efekt? Plażowicze wyglądają jak bohaterowie reklamy keczupu: czerwoni na plecach, biali na brzuchu.

Dzieci do wody wchodzą w czapeczkach, bo babcia mówiła, że od zimnej wody „można złapać korzonki”. A mewy w tym czasie kradną kanapki, chipsy i – o zgrozo – schabowego!


Rozdział V: Walka o miejsce i inne absurdy

  • Godzina 7:01 – ostatnie wolne miejsce na piasku wywalczone dzięki grzecznej, ale stanowczej wymianie zdań z rodziną z Zamościa.
  • Godzina 8:00 – Grażyna negocjuje z sąsiadem o dodatkowe 20 cm cienia pod parawanem.
  • Godzina 9:00 – Janusz pożycza pompkę do materaca od Rosjanina, mimo że materac już ma dziurę.
  • Godzina 10:00 – dzieci budują zamek z piasku, który zostaje zburzony przez parawan sąsiadki spod Radomia.
  • Godzina 11:00 – wszyscy smażą się do odcienia buraczkowego, a na koniec dnia nikt nie pamięta, gdzie zostawił ręcznik.

Finał: Plażowe absurdy? Po prostu wakacje po polsku!

Bałtyk ma swoje prawa. Parawan to forteca, Grażyna to logistyka, Janusz to strateg, a smażing to nasz sport narodowy. Nikt nie wie, jakim cudem wraca z urlopu bardziej zmęczony niż wyjeżdżał, ale… za rok i tak wróci!

Bo czy jest coś piękniejszego niż polskie morze, 27 parawanów na 40 metrach i kanapka z piaskiem w promieniach północnego słońca?

Podobne wpisy