sesja nadzwyczajna
|

Sesja nadzwyczajna – kiedy w samorządzie robi się nerwowo

🏦

Sesja nadzwyczajna to wydarzenie szczególne. Nieplanowane, pilne i zawsze „absolutnie konieczne”.
Jeśli w kalendarzu pojawia się hasło sesja nadzwyczajna, możesz być pewien jednego: coś się wydarzyło. I to coś nie może czekać do zwykłej sesji.
Albo przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja.

Czym właściwie jest sesja nadzwyczajna?

W teorii to po prostu dodatkowe posiedzenie rady, zwoływane w nagłych sytuacjach.
W praktyce to moment, w którym:

  • nagle wszyscy radni są dostępni,
  • nikt nie mówi, że „nie da rady w tym terminie”,
  • a mieszkańcy czują, że sprawa jest poważna, skoro zwołano sesję „na już”.

Sesja nadzwyczajna nie bierze się z nudy. Ona pojawia się wtedy, gdy:

  • coś trzeba przegłosować natychmiast,
  • termin goni,
  • albo ktoś właśnie zorientował się, że bez uchwały wszystko się posypie.

Dlaczego nagle wszyscy mają czas?

To największa zagadka samorządu.
Na zwykłej sesji zawsze ktoś nie może, ktoś się spóźni, ktoś ma „inne zobowiązania”.
Na sesji nadzwyczajnej? Pełna frekwencja. Punktualność. Skupienie.

Wyjaśnienie jest proste:

  • jest pilnie,
  • jest oficjalnie,
  • i wszyscy wiedzą, że tym razem nie wypada.

Sesja nadzwyczajna ma w sobie coś z zebrania kryzysowego – nikt nie pyta, czy pasuje termin, tylko sprawdza, gdzie jest sala.

Porządek obrad – krótko, konkretnie, bez dygresji (prawie)

W przeciwieństwie do zwykłej sesji:

  • porządek obrad jest krótki,
  • punktów niewiele,
  • temat zazwyczaj jeden… maksymalnie dwa.

Nie ma tu miejsca na:

  • wspomnienia sprzed 15 lat,
  • historie o chodnikach z dzieciństwa,
  • ani „a skoro już mam głos…”.

Tu wszyscy wiedzą, po co przyszli. A jeśli ktoś zaczyna odbiegać od tematu, przewodniczący patrzy tak, że nawet mikrofon robi się cicho.

Atmosfera: skupienie z lekkim napięciem

Na sali czuć, że:

  • sprawa jest ważna,
  • czasu mało,
  • a decyzja musi zapaść.

Radni mniej żartują, mieszkańcy uważniej słuchają, a burmistrz mówi szybciej niż zwykle.
Nikt nie przeciąga wypowiedzi, bo wszyscy wiedzą, że to nie ten moment.

To ta sesja, na której:

  • nie ma zbędnych pytań,
  • nikt nie sprawdza telefonu co dwie minuty,
  • a kawa smakuje inaczej, jakby bardziej „roboczo”.

Głosowanie – szybko i bez filozofii

Tu nie ma miejsca na długie zastanawianie się.

„Kto jest za?” – klik.
„Kto przeciw?” – cisza.
„Kto się wstrzymał?” – rzadko, bo sytuacja zwykle jest zero-jedynkowa.

Sesja nadzwyczajna to nie moment na rozterki.
To moment na decyzję.

A mieszkańcy?

Jeśli pojawiają się na sesji nadzwyczajnej, to zazwyczaj:

  • bo sprawa dotyczy ich bezpośrednio,
  • bo temat jest głośny,
  • albo bo „coś jest na rzeczy”.

Tu nie ma przypadkowych widzów.
Każdy, kto przyszedł, chce wiedzieć, co się dzieje i to szybko.

Sesja, po której wszyscy oddychają z ulgą

Sesja nadzwyczajna kończy się zazwyczaj:

  • szybciej niż zwykła,
  • bez długich wolnych wniosków,
  • i z poczuciem, że „uff, zdążyliśmy”.

A potem wszyscy wracają do trybu normalnego… aż do następnej sytuacji, kiedy znów okaże się, że nagle wszyscy mają czas.


Pytanie z ławki:
Skoro na sesji nadzwyczajnej da się tak sprawnie obradować, to czemu nie zawsze?
Odpowiedź: Bo wtedy nie byłaby nadzwyczajna.

🏦

Podobne wpisy