Polityka to nie arena idei, tylko ring do walki na błoto
Polityka w teorii powinna być miejscem, gdzie ścierają się pomysły. Miejscem rozmów, negocjacji i kompromisów. Powinna. Ale w praktyce coraz częściej wygląda jak ring, na którym zamiast argumentów rzuca się błotem. I to błotem takim, co klei się do wszystkiego, niezależnie od tego, czy ma coś wspólnego z prawdą.
Wystarczy jedno słowo, insynuacja, zdanie rzucone w eter, a już zaczyna żyć własnym życiem. „Słyszałem, że on…”, „mówią, że ona…” – i nagle nikt nie pyta o dowody. Nikt nie chce sprawdzać faktów. Najważniejsze jest to, żeby zostawić ślad, żeby zaszczepić podejrzenie. Bo przecież wiadomo: jak się kogoś obrzuci, to coś się przyklei.
Polityka stała się sztuką nie rządzenia, lecz niszczenia. Liczy się nie to, co zrobiłeś, tylko co można o Tobie powiedzieć. Przeszłość? Każdy ma jakąś. Każdy ma decyzje, których się wstydzi, albo momenty, których wolałby nie przypominać. Ale w polityce to broń atomowa. Im bardziej prywatne, tym lepiej. Im bardziej bolesne, tym skuteczniejsze.
To, co kiedyś było normalnym życiem – dziś staje się amunicją. Ktoś miał gorszy rok? Ktoś pokłócił się z sąsiadem? Ktoś powiedział głupotę w emocjach? Doskonale! To można podać na tacy opinii publicznej i okrasić wielkim tytułem: „On się nie nadaje!”
Paradoks polega na tym, że im mniej masz do zaoferowania w programie, tym więcej musisz mieć w arsenale insynuacji. Prawdziwa polityka wymaga wiedzy, pracy, umiejętności. Polityka błotna wymaga tylko wyobraźni – im bardziej plugawa, tym skuteczniejsza.
I tak zamiast debaty o przyszłości, mamy polowanie na przeszłość. Zamiast dyskusji o problemach mieszkańców, mamy licytację: kto komu wyciągnie więcej brudów. I choć wszyscy wiemy, że to teatr, w którym aktorzy grają na emocjach, wciąga nas to jak tania telenowela.
A przecież każdy człowiek, który odważy się wejść do polityki, niesie ze sobą cały bagaż życia. I nie ma nikogo „czystego”. To nie anioły stają do wyborów, tylko ludzie ze swoimi wadami, błędami i grzechami. A że polityka nie przebiera w środkach, prędzej czy później każdy usłyszy o sobie coś, co ma go złamać.
Może właśnie dlatego polityka jest taka okrutna. Nie dlatego, że wymaga trudnych decyzji, ale dlatego, że uczy pogardy i bezlitośnie wykorzystuje to, co najbardziej ludzkie.







