Na chwilę… O zatrzymaniu się w świecie, który nie chce zwalniać
🌿
Rano budzi nas dźwięk telefonu. Zanim jeszcze wstaniemy, wiemy, co „trzeba” zrobić, na co nie starczy czasu i co znowu zostanie przełożone na jutro. Kalendarze pękają w szwach, listy zadań wydłużają się szybciej, niż jesteśmy w stanie je skracać. Nawet odpoczynek bywa zaplanowany.
Żyjemy w nieustannym ruchu.
W trybie reagowania.
W przekonaniu, że jeśli na moment się zatrzymamy, coś nam umknie.
Rozmawiamy o zmęczeniu jak o czymś oczywistym. Stało się cichym tłem codzienności, wciąż obecnym. Mówimy: „taki czas”, „takie tempo”, „wszyscy tak mają”. A jednak coraz częściej ciało wysyła sygnały, których nie da się już zignorować. Bezsenność, napięcie, rozdrażnienie, poczucie, że wszystko dzieje się za szybko i jednocześnie bez sensu.
I właśnie w tym pędzie coraz wyraźniej słychać potrzebę zatrzymania.
Zatrzymanie się nie oznacza rezygnacji.
Nie jest ucieczką od odpowiedzialności ani oznaką słabości.
Jest świadomym wyborem, by na moment wyjść z trybu „muszę” i zapytać siebie: jak ja się właściwie czuję?
Filozofia od wieków przypomina, że sens nie rodzi się w biegu. Że dobre życie to nie tylko osiąganie celów, ale umiejętność bycia obecnym w tym, co już jest. Tymczasem my często żyjemy w przyszłości – w obietnicy lepszego jutra, spokojniejszego momentu, czasu, który w końcu „się znajdzie”.
Tyle że ten czas rzadko przychodzi sam.
Coraz więcej osób próbuje więc odzyskać drobne fragmenty ciszy. Kilka minut bez telefonu. Spacer bez słuchawek. Chwilę, w której nie trzeba nic produkować, udowadniać, planować. To nie wielkie rewolucje. Raczej małe akty troski o siebie – ciche, niemal niezauważalne, ale potrzebne.
Zatrzymanie się ma w sobie coś z odwagi.
W świecie, który nieustannie przyspiesza, zwolnienie bywa aktem sprzeciwu. Przypomnieniem, że nie wszystko musi wydarzyć się teraz. Że nie każda chwila musi być użyteczna, by była wartościowa.
Czasem wystarczy jedno świadome spojrzenie za okno. Jeden głęboki oddech. Jedna myśl, która nie musi prowadzić do żadnego wniosku. Tylko być.
Być może właśnie w takich momentach odzyskujemy kontakt ze sobą. Z tym, co naprawdę ważne, ale zagłuszone przez codzienny hałas. Spokój nie zawsze oznacza brak problemów. Często oznacza zgodę na to, że nie wszystko musi być takie „jak trzeba”, że nie wszystko musi być rozwiązane natychmiast.
Czasem najlepszym krokiem do przodu jest pozwolenie sobie na pauzę.
Na chwilę.
Bez poczucia winy.
Bez pośpiechu.
I może właśnie od tego zaczyna się prawdziwa zmiana.
🌿







