Kto tu rządzi? Krótka historia władzy lokalnej (bez bicia i dymisji)
Witajcie w naszym cyklu „Samorząd na luzie”! Jeśli myślicie, że samorząd to coś, czym zajmują się tylko ludzie w garniturach, którzy potrafią cytować przepisy prawa przez sen – już na początku musimy Was rozczarować. Samorząd to nie tylko ustawy i pieczątki, ale przede wszystkim… ludzie!
Zwykli, niezwykli – tacy, co czasem potrafią bardziej pokłócić się o lampę uliczną, niż posłowie o podwyżki.
No dobrze, ale kto właściwie tu rządzi?
Jak to się zaczęło – historia w pigułce (bez długich dat, obiecujemy!)
Wyobraźcie sobie dawne czasy, kiedy król miał do ogarnięcia całą Polskę, a najbliższą radę gminy tworzył w karczmie sołtys i dwóch sąsiadów. Potem przyszły zabory, czasy PRL-u, aż w końcu w 1990 roku ktoś wpadł na genialny pomysł: „Ej, może by tak pozwolić ludziom decydować o tym, co się dzieje w ich miejscowości?”
Tak powstał samorząd, czyli władza bliżej ludzi – taka, którą można spotkać na zakupach, a nie tylko w telewizji.
Kto gra w tej drużynie?
W samorządowej drużynie jest kilku graczy – każdy z innym zadaniem, ale wszyscy na tym samym boisku. Najważniejsi są:
- Rada Gminy/Miasta – coś jak parlament, ale lokalny. Uchwalają, debatują, czasem się spierają o długość trawnika lub to, gdzie postawić nową ławkę.
- Wójt/Burmistrz/Prezydent Miasta – szef wszystkich szefów (przynajmniej na swoim terenie). Pilnuje, żeby to, co uchwali rada, zostało zrobione. Czasem musi przekonać radnych, że nowa droga naprawdę jest ważniejsza od kolejnej fontanny.
- Sołtys – niektórzy twierdzą, że to lokalny superbohater. Zna wszystkich, wszyscy znają jego. Organizuje zebrania, przekazuje wieści i wie, kto ostatni kosił trawę przy świetlicy.
Po co nam ten cały samorząd?
Żeby nie trzeba było dzwonić do Warszawy z pytaniem, kiedy wyremontują dziurę na Twojej ulicy. Samorząd to takie „państwo w państwie”, ale na miarę naszych codziennych spraw: szkoły, drogi, chodniki, place zabaw, lokalne imprezy i te słynne lampy uliczne, które zawsze psują się w najmniej odpowiednim momencie.
Czy to działa? Zależy od… Ciebie!
Niektórzy mówią, że samorząd to taki teatr. Ale jeśli już teatr, to dla widzów z otwartymi drzwiami na scenę – bo każdy mieszkaniec może dołożyć własny pomysł lub zadać niewygodne pytanie.
W końcu, jak głosi samorządowe przysłowie: „Rada radą, a życie sobie” – ale czasem wystarczy jeden telefon czy wizyta na sesji, by coś się naprawdę zmieniło.
W kolejnym odcinku: O co kłócą się radni i dlaczego czasem lepiej nie siadać w pierwszym rzędzie na sesji rady gminy.
Pytanie z ławki:
Czy można zostać radnym bez garnituru?
Spokojnie, można! W najgorszym razie – sweter, dobry humor i odrobina odwagi.







