im bardziej kogoś kochamy
||

„Im bardziej kogoś kochamy, tym mniej kochamy siebie” – o utracie i odzyskiwaniu siebie w relacji

„Im bardziej kogoś kochamy, tym mniej kochamy siebie” – to zdanie, które padło w filmie Boska Sarah Bernhardt, porusza do głębi. Nie znajdziemy tego zdania w tej formie, ale jego sens jest zaskakująco bliski temu, co Zygmunt Freud pisał o miłości i „przesunięciu libido” między nami a drugą osobą.

W On Narcissism (1914) pisał: „The more of the one is employed, the more the other becomes depleted” – im więcej energii psychicznej kierujemy na zewnątrz (ku drugiej osobie), tym mniej zostaje jej dla nas samych. W Civilization and Its Discontents (1930) dodał: „We are never so defenseless against suffering as when we love” – nigdy nie jesteśmy tak bezbronni wobec cierpienia, jak wtedy, gdy kochamy.


Freud i paradoks miłości

Freud uważał, że nasza energia psychiczna (libido) może być skierowana na siebie (libido narcystyczne) lub na obiekt miłości (libido obiektowe). Gdy jedno rośnie, drugie maleje. W relacji oznacza to, że intensywne zaangażowanie w drugą osobę może uszczuplać zasoby, które mamy dla siebie.


Jak tracimy siebie w relacjach

W teorii brzmi to prosto, ale w codzienności często wygląda tak:

  • gdy jesteśmy sami, naturalnie dbamy o siebie z troską i czułością,
  • gdy wchodzimy w relację, zaczynamy działać dla drugiej osoby, spełniać jej oczekiwania, dopasowywać się,
  • stopniowo motywacja „dla siebie” ustępuje miejsca motywacji „dla niego / dla niej”,
  • granice się rozmywają, a my nadużywamy siebie, by utrzymać więź.

Efekt? Zamiast czuć się kochani i wartościowi, czujemy zmęczenie, frustrację i spadek poczucia własnej wartości.


Skąd to się bierze

Wczesne doświadczenia więzi

Psychologia relacji mówi, że taki mechanizm często wyrasta z dawnego doświadczenia.

Jeśli akceptacja była warunkowa, a spokój zależał od Twojego dopasowania, powstaje strategia „utrzymam relację, nawet kosztem siebie”. W dorosłości ten automatyzm uruchamia się w związkach: zamiast pytać „czego JA potrzebuję?”, zaczynasz spełniać oczekiwania, by nie stracić bliskości.

Automatyzm w dorosłych relacjach

Ten schemat działa szybko i po cichu: z czasem mylisz troskę z autocenzurą, a zgodę z rezygnacją. Granice rozmywają się, energia spada, a poczucie własnej wartości zaczyna zależeć od reakcji partnera.

Gdy partner wzmacnia (bezpieczny styl)

Dobra wiadomość: wzorzec można przeformować, szczególnie, gdy trafisz na empatycznego partnera/partnerkę o bezpiecznym stylu więzi. Taka osoba przyjmuje Cię „w całości” z zaletami i wadami, cieszy się Twoim rozwojem, respektuje Twoje „nie” i dopinguje w wyrażaniu potrzeb. W takiej dynamice dbanie o siebie nie jest egoizmem, tylko paliwem dla relacji: obie strony rosną.

Gdy partner osłabia (nasilone cechy narcystyczne)

Gorzej, gdy trafisz na osobę z nasilonymi cechami narcystycznymi. Po fazie idealizacji („love-bombing”) pojawia się dewaluacja, przesuwanie granic i podważanie Twojej perspektywy. Twoje „nie” bywa traktowane jak atak, a potrzeby jak problem.

Czerwone flagi: brak empatii wobec Twoich granic, chroniczne niedotrzymywanie ustaleń, „karanie ciszą”, karuzela ciepła i chłodu, odwracanie winy.

„Cechy narcystyczne” to nie diagnoza, kluczowe jest to, jak ta relacja wpływa na Ciebie.

Co możesz zrobić teraz

Zatrzymaj eskalację i wracaj do sygnałów ciała:

  • nazywaj zachowania, nie etykiety;
  • stawiaj małe, konkretne granice i obserwuj reakcję;
  • zapisuj fakty;
  • sięgnij po zewnętrzne wsparcie (bliscy, specjalista);
  • miej plan bezpieczeństwa z realną opcją wyjścia z relacji.

Wybierając partnera, szukaj tych, którzy wzmacniają Twoją podmiotowość: akceptują, słuchają, dotrzymują ustaleń i cieszą się Twoją autonomią.

Miłość, która wzmacnia

Miłość nie musi być wymianą „albo ja, albo ty”. Można kochać drugą osobę i jednocześnie pozostać wiernym sobie.

Na co zwracać uwagę?

  • Świadomość: zauważanie momentów, w których rezygnujemy z siebie.
  • Granice: stawianie ich z miłości do siebie i do relacji.
  • Autentyczność: pozostawanie sobą nawet wtedy, gdy to nie spełnia czyichś oczekiwań.

To właśnie taka postawa pozwala, by energia płynęła w obie strony, dbając o siebie, mamy więcej do dania.


„Im bardziej kogoś kochamy, tym mniej kochamy siebie” może być ostrzeżeniem, ale też zaproszeniem do zmiany. Miłość, która wymaga rezygnacji z siebie, jest kosztowna. Miłość, która zawiera troskę o siebie, jest źródłem siły. Jak pisał Freud: „We are never so defenseless against suffering as when we love”, ale to, ile w tym cierpienia, a ile wzrostu, zależy w dużej mierze od tego, czy potrafimy w relacji zostać po swojej stronie.


Podobne wpisy