Dlaczego wszyscy chcą być ofiarami?
Ofiara ma dziś wzięcie.
Status ofiary daje ulgę, tłumaczy błędy, zwalnia z odpowiedzialności i przyciąga uwagę. W świecie, gdzie każdy walczy o kilka sekund zainteresowania, rola „poszkodowanego” to karta przetargowa silniejsza niż racjonalne argumenty.
Nie zdałeś egzaminu? To wina systemu edukacji.
Masz kiepską pracę? Szef się uwziął.
Nie wyszedł związek? Partner toksyczny.
Kto dziś mówi: „to moja wina, zawaliłem, poprawię się”? To brzmi wręcz egzotycznie.
Ofiara jako waluta społeczna
Bycie ofiarą to nie tylko wygoda psychiczna. To waluta.
Na Facebooku szybciej współczujemy niż gratulujemy. Łatwiej zebrać lajki na „świat mnie krzywdzi”, niż na „wziąłem się w garść i zrobiłem”. Publiczne cierpienie sprzedaje się lepiej niż odpowiedzialność.
I tak budujemy kulturę, w której każdy szuka, czym może błysnąć w roli poszkodowanego. Pracownik – bo wyzyskiwany. Rodzic – bo zmęczony. Student – bo system go nie rozumie. Polityk – bo media atakują. I tak dalej, bez końca.
Problem w tym, że…
…ofiara nie zmienia rzeczywistości.
Ona tylko ją opisuje. Zrzuca winę na innych i czeka, aż ktoś coś zrobi. A życie leci dalej.
Rola ofiary jest kusząca, ale zabójcza. Bo skoro to nie ja odpowiadam – to znaczy, że nie mam też wpływu. A to najkrótsza droga do bezsilności.
Może czas inaczej?
Świat naprawdę potrafi być okrutny. Każdy z nas przeżył coś, co bolało. Ale między uznaniem bólu a zamianą go w tożsamość jest cienka granica.
Może lepiej postawić pytanie: co JA mogę zrobić? Jaką część historii mam w rękach?
Bo jeśli wszyscy będziemy tylko ofiarami – to kto zostanie, żeby coś zmienić?







